[VIDEO] TOGI BEZ SUMIEŃ: Czy w więzieniu ma umrzeć wątpliwie skazany Kamil Sękowski? Bo sędzia ze Szczecina ds. penitencjarnych Grzegorz Kołakowski jest ignorantem?
Sąd Apelacyjny w Szczecinie zdecyduje, czy po ciężkiej operacji mężczyzna będzie mógł dokończyć rehabilitację na wolności. I czy wznowić jego proces, bo dwóch świadków zaprzeczyło, by to on dokonał drobnej kradzieży. Za którą dostał dwa i pół roku bezwzględnego więzienia!
O tej bulwersującej sprawie skazania Kamila Sękowskiego piszemy od wielu miesięcy. Wszystkie artykuły znajdziesz pod linkiem:
Kamil Sękowski przebywa od roku na wolności, bo Wydział Penitencjarny Sądu Okręgowego w Szczecinie udzielił mu przerwy w karze bezwzględnego więzienia, którą odbywał w zakładzie karnym w Goleniowie, by mógł on zaopiekować się niepełnosprawną żoną i dwójką małych dzieci.
We wrześniu tego roku ten potężny mężczyzna musiał poddać się skomplikowanej operacji kolana prawej nogi.
- Kiedy spotkałem się z nim trzy tygodnie temu, to co chwilę musiał wstawać z krzesła, bo drętwiała mu cała prawa noga - przekazuje Robert Rewiński, Redaktor Naczelny Patriot24.net i Telewizja.Patriot24.net
- Kiedy spotkałem się z nim tydzień temu, na kostce nogi wyrosła mu potężna gula. Lekarze, do których się zwrócił, mają obawy, że może dojść do niebezpiecznego obrzęku. Teraz występuje silny zanik mięśni operowanej nogi. A z mojego doświadczenia dziennikarskiego wynika, że trzeba brać pod uwagę przerwę w krążeniu, co może skutkować zgonem! - dodaje nasz Redaktor Naczelny.
Lekarze i rehabilitanci, z którymi współpracuje Kamil Sękowski, mają od wielu tygodni problem z opanowaniem skutków pooperacyjnych jego prawej nogi.
Mężczyzna wchodzi o kulach na czwarte piętro, bo musi codziennie wspierać żonę w wychowywaniu ich dwójki małych dzieci. Pani Paulina jest osobą niepełnosprawną i od wielu lat zmaga się ze skoliozą.
W ostatnim czasie wzywana była karetka, bo dostała skurczu, który był rodzajem paraliżu. Ratownicy medyczni musieli podać jej zastrzyki, by mogła wrócić do normalnego funkcjonowania.
Ale sędzia Grzegorz Krakowski ma ten ludzki rodzinny dramat za nic. W ubiegłym tygodniu na posiedzeniu Sądu Penitencjarnego zdecydował, że Kamil Sękowski ma wrócić do więzienia „bo tam będzie mógł sobie kontynuować rehabilitację”.
Adwokat Katarzyna Długosz złożyła ustnie wniosek o powołanie biegłego sądowego celem zweryfikowania stanu zdrowia pana Kamila. Czy nie zagraża on życiu skazanego? I czy jakiekolwiek więzienie w Polsce jest w stanie dokończyć prawidłowo jego rehabilitację?
Ale sędzia Grzegorz Krakowski w okrutny sposób zignorował wniosek pani mecenas. Podczas odprawy stwierdził, że „za późno złożyła ten wniosek”!
- Z dokumentacji medycznej wynika, że pan Kamil musi być rehabilitowany przez specjalistę w warunkach wolnościowych, bo inaczej może zakończyć się to nawet odcięciem całej nogi - wyjaśnia drugi adwokat pana Kamila, Patryk Andrysiak. I to on, razem z adwokat Katarzyną Długosz, złożył wczoraj za pośrednictwem szczecińskiego Sądu Okręgowego odwołanie od tej decyzji do Sądu Apelacyjnego w Szczecinie.
Kiedy to odwołanie będzie rozpatrzone? Być może dowiemy się tego jutro, bo jesteśmy umówieni na kolejny wywiad telewizyjny z Rzecznikiem Prasowym Sądu Apelacyjnego w Szczecinie, Januszem Jarominem.
Wywiad będzie szerszy, bo adwokat Patryk Andrysiak złożył 10 grudnia 2021 do tegoż sądu wniosek o wznowienie całego postępowania ws. drobnej kradzieży, której rzekomo dokonał kilka lat temu Kamil Sękowski. Wniosek ma poważne podstawy, bo w ostatnim czasie dwóch świadków potwierdziło, że tej kradzieży dokonał kolega Kamila o imieniu Karol, który przyznał się policji, że był na miejscu przestępstwa swoim samochodem.
A policjantom zeznał, że był, ale przywiózł tam Kamila Sękowskiego, "który dokonał kradzieży". I śledczy mu uwierzyli!
- Przy innej kontroli ten sam Karol okłamał policjantów co do swojej tożsamości. Oświadczył, że nazywa się tak, jak mój brat. I policjanci natychmiast obnażyli to kłamstwo, bo znają mojego brata i wiedzieli, że to nie on - ujawnia w wywiadzie, dołączonym do niniejszego tekstu, Kamil Sękowski.
- Za drugim razem policja przyłapała go, jak zamieniał się za kierownicą samochodu ze swoją dziewczyną. I też ich okłamał, że to nie on prowadził, a przecież policjanci widzieli, jaka była prawda. To wszystko jest zraportowane na policji i można do tego dotrzeć - dodaje Kamil Sękowski.
Dlatego Rzecznika Prasowego Sądu Apelacyjnego w Szczecinie zapytamy również jutro, kiedy sąd rozpatrzy wniosek o wznowienie całego postępowania sądowego?
I czy zrobi to sprawnie, bo przez prawie cały ubiegły tydzień szedł fax o udostępnienie dokumentów tej sprawy z Sądu Apelacyjnego w Szczecinie do Sądu Rejonowego w Goleniowie. I doszedł po pięciu dniach, czyli po interwencji naszej redakcji w obu sądach!
Natomiast sędzia Sądu Apelacyjnego Piotr Brodnik oddzielił od sprawy wznowienia wniosek o zawieszenie wykonania kary łącznej,którą zasądził Kamilowi Sękowskiemu Sąd Rejonowy w Goleniowie. Dziś ta sprawa trafiła na stół sędzi Magdaleny Żmijewskiej.
- Mając na względzie prawdę i sprawiedliwość chyba czas, by zachodniopomorski wymiar sprawiedliwości wreszcie po ludzku pochylił się nad tą sprawą - komentuje Robert Rewiński z Patriot24.net .
- Czas przesłuchać kluczowych świadków, dokonać ich konfrontacji, porównać linie papilarne zostawione na miejscu przestępstwa. I sprawić, by sędziowie tej sprawy stali się obrońcami nie wymiaru bylejakości, ale polskiego wymiaru sprawiedliwości - dodaje nasz Redaktor Naczelny.
Przez wiele miesięcy Biuro Rutkowski, Telewizja Patriot24.net i NaszaWielkopolska.pl śledziły dramatyczną walkę pani Adrianny o odzyskanie córki uprowadzonej przez ojca wbrew sądowym nakazom. W tym czasie dziadkowie dziewczynki podejmowali różne formy protestu – pikiety pod sądem, apele pod Sejmem i kilkukrotne głodówki dziadka, który, choć czasem je przerywał, nigdy nie tracił nadziei na powrót wnuczki do matki. Jednym z najbardziej bolesnych momentów były urodziny, które dziewczynka mogła spędzić z mamą jedynie przez ekran telefonu.
Przez wiele miesięcy Biuro Rutkowski, Telewizja Patriot24.net i NaszaWielkopolska.pl śledziły dramatyczną walkę pani Adrianny o odzyskanie córki uprowadzonej przez ojca wbrew sądowym nakazom. W tym czasie dziadkowie dziewczynki podejmowali różne formy protestu – pikiety pod sądem, apele pod Sejmem i kilkukrotne głodówki dziadka, który, choć czasem je przerywał, nigdy nie tracił nadziei na powrót wnuczki do matki. Jednym z najbardziej bolesnych momentów były urodziny, które dziewczynka mogła spędzić z mamą jedynie przez ekran telefonu.
Przez wiele miesięcy Biuro Rutkowski, Telewizja Patriot24.net i NaszaWielkopolska.pl śledziły dramatyczną walkę pani Adrianny o odzyskanie córki uprowadzonej przez ojca wbrew sądowym nakazom. W tym czasie dziadkowie dziewczynki podejmowali różne formy protestu – pikiety pod sądem, apele pod Sejmem i kilkukrotne głodówki dziadka, który, choć czasem je przerywał, nigdy nie tracił nadziei na powrót wnuczki do matki. Jednym z najbardziej bolesnych momentów były urodziny, które dziewczynka mogła spędzić z mamą jedynie przez ekran telefonu.
Czy w Polsce można zostać poważnie rannym podczas policyjnej interwencji za brak świateł i pasów? Tak twierdzi Pan Marcin , który po próbie zatrzymania przez policjantów z Łęcznej trafił do szpitala z wieloodłamowym złamaniem nogi. Mężczyzna był trzeźwy, co potwierdza wynik badania alkomatem. Twierdzi, że został pobity już po zatrzymaniu, a świadkiem całej sytuacji był jego syn. Sprawa została zgłoszona do Biura Spraw Wewnętrznych Policji w Lublinie. Dokumentacja lekarska nie pozostawia wątpliwości – urazy są poważne.
Czy w Polsce można zostać poważnie rannym podczas policyjnej interwencji za brak świateł i pasów? Tak twierdzi Pan Marcin , który po próbie zatrzymania przez policjantów z Łęcznej trafił do szpitala z wieloodłamowym złamaniem nogi. Mężczyzna był trzeźwy, co potwierdza wynik badania alkomatem. Twierdzi, że został pobity już po zatrzymaniu, a świadkiem całej sytuacji był jego syn. Sprawa została zgłoszona do Biura Spraw Wewnętrznych Policji w Lublinie. Dokumentacja lekarska nie pozostawia wątpliwości – urazy są poważne.
Czy w Polsce można zostać poważnie rannym podczas policyjnej interwencji za brak świateł i pasów? Tak twierdzi Pan Marcin , który po próbie zatrzymania przez policjantów z Łęcznej trafił do szpitala z wieloodłamowym złamaniem nogi. Mężczyzna był trzeźwy, co potwierdza wynik badania alkomatem. Twierdzi, że został pobity już po zatrzymaniu, a świadkiem całej sytuacji był jego syn. Sprawa została zgłoszona do Biura Spraw Wewnętrznych Policji w Lublinie. Dokumentacja lekarska nie pozostawia wątpliwości – urazy są poważne.
Prokuratura Rejonowa w Wysokiem Mazowieckiem prowadzi postępowanie w sprawie, w której konflikt między dwoma mężczyznami z sektora prac ziemnych przybrał zaskakujący obrót. Jeden z nich – legalnie działający przedsiębiorca, dysponujący kompletem dokumentacji, umów i potwierdzeń płatności – został objęty dochodzeniem, mimo iż druga strona nie przedstawiła żadnych formalnych dowodów, a jedynie relacje świadków ze swojego bliskiego otoczenia.
Sąd Rejonowy w Jaworznie odrzucił wniosek prokuratury o umorzenie sprawy z oskarżenia miejscowej policji ze względu na „chorobę psychiczną” oskarżonej. Czy policja przyzna się do fatalnie przeprowadzonej interwencji i możliwego mataczenia jednego z funkcjonariuszy? Czy prokuratura wycofała akt oskarżenia i zakończy tę sądową farsę?
Sąd Rejonowy w Jaworznie odrzucił wniosek prokuratury o umorzenie sprawy z oskarżenia miejscowej policji ze względu na „chorobę psychiczną” oskarżonej. Czy policja przyzna się do fatalnie przeprowadzonej interwencji i możliwego mataczenia jednego z funkcjonariuszy? Czy prokuratura wycofała akt oskarżenia i zakończy tę sądową farsę?
Sąd Rejonowy w Jaworznie odrzucił wniosek prokuratury o umorzenie sprawy z oskarżenia miejscowej policji ze względu na „chorobę psychiczną” oskarżonej. Czy policja przyzna się do fatalnie przeprowadzonej interwencji i możliwego mataczenia jednego z funkcjonariuszy? Czy prokuratura wycofała akt oskarżenia i zakończy tę sądową farsę?