[VIDEO] Uwięziony 80-latek w MEDICOVER, zarażony tam Covidem? Dlaczego warszawski szpital na Wilanowie zapowiadał jego śmierć a po interwencji Policji i Prokuratury i Sądu nie chce go oddać rodzinie do domu?
Rodzina przywiozła pana Ryszarda do warszawskiego szpitala MEDICOVER w połowie grudnia 2020 na rehabilitację. Teraz przeżywają koszmar, bo mężczyzna został tam zarażony Covidem, jest uwięziony i poddawany bolesnemu leczeniu, A ten prywatny szpital nie reaguje na wolę rodziny, która domaga się odebrania go stamtąd zgodnie z polskim prawem!
O zgłoszeniu przestępstwa chęci zabicia 80-letniego Ryszarda w warszawskim szpitalu MEDICOVER pisaliśmy w Sylwestra w artykule pod linkiem:
Jeszcze tej samej nocy warszawska Policja wkroczyła do tego prywatnego szpitala.
- Pan Ryszard żyje. Policjanci mieli w nocy dostęp do kamer monitoringu i widzieli go na szpitalnej sali - przekazała redakcji Patriot24.net rzecznik prasowa II Komendy Rejonowej Policji w Warszawie.
- Zabezpieczyliśmy dokumentację medyczną, Policjanci zabezpieczyli też dyski z monitoringu wewnętrznego szpitala. Całość na polecenie Prokuratora- dodała pani rzecznik.
Przypomnijmy, że wnuczka pana Ryszarda otrzymała w poniedziałek telefon z MEDICOVER, by przyjechać z województwa zachodniopomorskiego do Warszawy i pożegnać się z dziadkiem.
Podczas spotkania pan Ryszard mówił jej, że „go duszą” w szpitalu i „chcą zabić”. Nagranie to prezentujemy wraz z niniejszym tekstem.
- Nadzór nad sprawą przejął Prokurator. Wszelkie czynności jako Policjanci wykonujemy w tej chwili na polecenie Prokuratora. O szczegóły należy pytać w Prokuraturze - usłyszeliśmy w sylwestrowy wieczór od oficera dyżurnego Komisariatu Policji Warszawa Wilanów.
Rodzina domaga się uwolnienia pana Ryszarda, bo nie ufa w dobre intencje firmy MEDICOVER.
Zięć chorego w wywiadzie dla Telewizja.Patriot24.net mówi, że pan Ryszard przyszedł własnych siłach do szpitala. Rodzina po dziesiątkach lat jego pracy jako zduna, chciała podać go rehabilitacji płucnej. Zgodziła się płacić po 2000 zł za jedną dobę leczenia go w tym najbardziej znanym w Polsce prywatnym szpitalu.
W tym tygodniu pan Ryszard miał rzekomo umrzeć, ale po interwencji Policji i Prokuratora szpital twierdzi, że „jest mu coraz lepiej”. Zięć głośno stawia pytanie czy pan Ryszard nie jest za zamkniętymi drzwiami szpitala MEDICOVER poddawany jest jakiemuś eksperymentowi medycznemu?!
Szpital obecnie wręcz szaleńczo upiera się, by nie wydać pana Ryszarda rodzinie!
Po interwencji Patriot24.net, w sylwestrowe popołudnie rodzina uzyskała sądowy dokument ustanawiający żonę pana Ryszarda jego kuratorem ds. medycznych. Na podstawie tego sądowego prawa rodzina chciała w sylwestrowy wieczór odebrać pana Ryszarda prywatną karetka i zawieźć do domu. Taka wola jest pana Ryszarda, łącznie z tym by ewentualnie umrzeć nie w szpitalu ale w domu. Ma do tego prawo zgodnie z obowiązującymi w Polsce ustawami.
- Ale adwokat szpitala odmówił nam i Policji wydania teścia - alarmuje zięć.
Czy w Polsce rządzą Sądy czy jakiś adwokat prywatnej korporacji medycznej - dopytuje się rodzina.
Również przedstawiciele Rzecznika Praw Pacjenta, którzy przez cały sylwestrowy wieczór byli w kontakcie z rodziną marznącą pod szpitalem Medicover uznali w rozmowie telefonicznej z rodziną, że na podstawie sądowego dokumentu szpital ma możliwość wydania pana Ryszarda rodzinie. W oficjalnym komunikacie który publikujemy poniżej Rzecznik Praw Pacjenta wskazuje jednak na ostateczną decyzję lekarza, związaną z zabezpieczeniem zdrowia i życia pacjenta.
Ale szpital tego nie zrobił. Natomiast wezwał Policję, by wrzucić rodzinę z terenu szpitala MEDICOVER na warszawskim Wilanowie!
Pan Ryszard wciąż przebywa na oddziale covidowym szpitala MEDICOVER. Rodzina uzyskała wczoraj wieczorem informację, że jego stan jest ciężki ale stabilny.
Dziś rodzina nie może się dodzwonić do szpitala. Rzecznik Prasowa obiecała pomoc w skomunikowaniu się rodziny z Medicoverem.
Czekamy też na oficjalne stanowisko szpitala w tej sprawie. Opublikujemy je jak tylko otrzymamy je na maila. Oto ono:
"W odpowiedzi na Pana prośbę smsem, poniżej przesyłam stanowisko Medicover.
Misją szpitala jest przed wszystkim ratowanie życia pacjentów. Nie jesteśmy upoważnieni do komentowania zdrowia poszczególnych pacjentów w mediach, ponieważ są to dane medyczne.
Natomiast zawsze kluczowym elementem do wypisu pacjenta jest jego stan kliniczny. W przypadku tego pacjenta szczegółowe informacje nt. jego stanu zdrowia są przekazywane bezpośrednio rodzinie.
Pozdrawiam,
Justyna Gościńska-Bociong"
O kolejnych wątkach tej wstrząsającej sprawy między innymi ataków wysokiej urzędniczki MEDICOVER na naszego redaktora realizującego reportaż pod szpitalem, będziemy przekazywać na bieżąco również poprzez naszego Facebooka i naszą stację Telewizja.Patriot24.net
****
Panie Redaktorze,
jesteśmy w bieżącym kontakcie z przedstawicielami szpitala Medicover, uzyskaliśmy informacje dotyczące stanu zdrowia oraz zostaliśmy zapewnieni o zabezpieczeniu pacjenta w niezbędne świadczenia zdrowotne. Przekazaliśmy informację dotyczącą praw pacjenta w zakresie wyrażenia zgody.
Z uwagi na okoliczność, że obecnie jest prowadzone postepowanie wyjaśniające przez Rzecznika Praw Pacjenta (art. 8 i art. 16 upp) – jednoznaczna ocena działań szpitala będzie możliwa po uzyskaniu dok. med. i wyjaśnieniach. Zatem dalsze działania RPP zależne są od uzyskanych dokumentów. RPP będzie kontynuować działania w zgłoszonej sprawie.
Dodatkowo, odnosząc się do dokumentu przedstawionego przez córkę, należy wskazać, że:
Jakiekolwiek dokumenty nie są podstawą do wypisu. Kluczowym elementem jest stan kliniczny pacjenta. W tym przypadku, lekarz prowadzący w szpitalu dokonuje oceny zdrowia, a dopiero w drugiej kolejności ustala się stan prawny.
Będziemy nadal w kontakcie z rodzina oraz kierownictwem szpitala.
Przez wiele miesięcy Biuro Rutkowski, Telewizja Patriot24.net i NaszaWielkopolska.pl śledziły dramatyczną walkę pani Adrianny o odzyskanie córki uprowadzonej przez ojca wbrew sądowym nakazom. W tym czasie dziadkowie dziewczynki podejmowali różne formy protestu – pikiety pod sądem, apele pod Sejmem i kilkukrotne głodówki dziadka, który, choć czasem je przerywał, nigdy nie tracił nadziei na powrót wnuczki do matki. Jednym z najbardziej bolesnych momentów były urodziny, które dziewczynka mogła spędzić z mamą jedynie przez ekran telefonu.
Przez wiele miesięcy Biuro Rutkowski, Telewizja Patriot24.net i NaszaWielkopolska.pl śledziły dramatyczną walkę pani Adrianny o odzyskanie córki uprowadzonej przez ojca wbrew sądowym nakazom. W tym czasie dziadkowie dziewczynki podejmowali różne formy protestu – pikiety pod sądem, apele pod Sejmem i kilkukrotne głodówki dziadka, który, choć czasem je przerywał, nigdy nie tracił nadziei na powrót wnuczki do matki. Jednym z najbardziej bolesnych momentów były urodziny, które dziewczynka mogła spędzić z mamą jedynie przez ekran telefonu.
Przez wiele miesięcy Biuro Rutkowski, Telewizja Patriot24.net i NaszaWielkopolska.pl śledziły dramatyczną walkę pani Adrianny o odzyskanie córki uprowadzonej przez ojca wbrew sądowym nakazom. W tym czasie dziadkowie dziewczynki podejmowali różne formy protestu – pikiety pod sądem, apele pod Sejmem i kilkukrotne głodówki dziadka, który, choć czasem je przerywał, nigdy nie tracił nadziei na powrót wnuczki do matki. Jednym z najbardziej bolesnych momentów były urodziny, które dziewczynka mogła spędzić z mamą jedynie przez ekran telefonu.
Czy w Polsce można zostać poważnie rannym podczas policyjnej interwencji za brak świateł i pasów? Tak twierdzi Pan Marcin , który po próbie zatrzymania przez policjantów z Łęcznej trafił do szpitala z wieloodłamowym złamaniem nogi. Mężczyzna był trzeźwy, co potwierdza wynik badania alkomatem. Twierdzi, że został pobity już po zatrzymaniu, a świadkiem całej sytuacji był jego syn. Sprawa została zgłoszona do Biura Spraw Wewnętrznych Policji w Lublinie. Dokumentacja lekarska nie pozostawia wątpliwości – urazy są poważne.
Czy w Polsce można zostać poważnie rannym podczas policyjnej interwencji za brak świateł i pasów? Tak twierdzi Pan Marcin , który po próbie zatrzymania przez policjantów z Łęcznej trafił do szpitala z wieloodłamowym złamaniem nogi. Mężczyzna był trzeźwy, co potwierdza wynik badania alkomatem. Twierdzi, że został pobity już po zatrzymaniu, a świadkiem całej sytuacji był jego syn. Sprawa została zgłoszona do Biura Spraw Wewnętrznych Policji w Lublinie. Dokumentacja lekarska nie pozostawia wątpliwości – urazy są poważne.
Czy w Polsce można zostać poważnie rannym podczas policyjnej interwencji za brak świateł i pasów? Tak twierdzi Pan Marcin , który po próbie zatrzymania przez policjantów z Łęcznej trafił do szpitala z wieloodłamowym złamaniem nogi. Mężczyzna był trzeźwy, co potwierdza wynik badania alkomatem. Twierdzi, że został pobity już po zatrzymaniu, a świadkiem całej sytuacji był jego syn. Sprawa została zgłoszona do Biura Spraw Wewnętrznych Policji w Lublinie. Dokumentacja lekarska nie pozostawia wątpliwości – urazy są poważne.
Prokuratura Rejonowa w Wysokiem Mazowieckiem prowadzi postępowanie w sprawie, w której konflikt między dwoma mężczyznami z sektora prac ziemnych przybrał zaskakujący obrót. Jeden z nich – legalnie działający przedsiębiorca, dysponujący kompletem dokumentacji, umów i potwierdzeń płatności – został objęty dochodzeniem, mimo iż druga strona nie przedstawiła żadnych formalnych dowodów, a jedynie relacje świadków ze swojego bliskiego otoczenia.
Sąd Rejonowy w Jaworznie odrzucił wniosek prokuratury o umorzenie sprawy z oskarżenia miejscowej policji ze względu na „chorobę psychiczną” oskarżonej. Czy policja przyzna się do fatalnie przeprowadzonej interwencji i możliwego mataczenia jednego z funkcjonariuszy? Czy prokuratura wycofała akt oskarżenia i zakończy tę sądową farsę?
Sąd Rejonowy w Jaworznie odrzucił wniosek prokuratury o umorzenie sprawy z oskarżenia miejscowej policji ze względu na „chorobę psychiczną” oskarżonej. Czy policja przyzna się do fatalnie przeprowadzonej interwencji i możliwego mataczenia jednego z funkcjonariuszy? Czy prokuratura wycofała akt oskarżenia i zakończy tę sądową farsę?
Sąd Rejonowy w Jaworznie odrzucił wniosek prokuratury o umorzenie sprawy z oskarżenia miejscowej policji ze względu na „chorobę psychiczną” oskarżonej. Czy policja przyzna się do fatalnie przeprowadzonej interwencji i możliwego mataczenia jednego z funkcjonariuszy? Czy prokuratura wycofała akt oskarżenia i zakończy tę sądową farsę?